Posty

Wyświetlam posty z etykietą #PZUmaratongdańsk

15 maja 2016 #Piaskiemwraka - Biegli, biegli i dobiegli...

Obraz
Maraton ukończony. Ale mam jedną po nim refleksję. Bzdurą jest twierdzenie, że po 30 km należy przyśpieszać, bo po 35 km zaczyna się walka o życie... Może nieco przesadzam, bo maraton ukończyłem, ani razu nie stanąłem, nie zamieniłem biegu na marsz i nie myślałem by zakończyć przed metą. Mogę chodzić, a na drugi dzień byłem jak nowonarodzony. Niektórzy znawcy mówią nawet, że nie dałem z siebie wszystkiego, skoro nie "odchorowuję". Ale prawda jest taka, że jest to naprawdę duży wysiłek. Debiut na 4:01, więc nie najgorzej. Zakładałem 4:30 i wszystko co poniżej miało być sukcesem. I tak jest, choć nie ukrywam, że zakładany czas podyktowany był niewiedzą, co mnie może czekać. Nigdy nie przebiegłem wcześniej takiego dystansu, więc była to jedna wielka niewiadoma.  Najgorsze jednak, były końcowe dni przed startem... Nie ma już wielu treningów, organizm się nie męczy, do czego jest przyzwyczajony, a do zmagań jeszcze kupa czasu. Gdyby nie sporo zawodowych zajęć, chyba b...

6 marca 2016 #Piaskiemwraka - No to jest nas dwoje!

Obraz
Nie, żebym tam narzekał na samotne bieganie i treningi, ale raźniej we dwójkę. Maraton będę zatem biegł z Emilią, naszą super Wolontariuszką z Fundacji.  Zarówno dla niej, jak i dla mnie będzie to pierwszy maraton w życiu. Jesteśmy pełni obaw, ale i mocno nakręceni by go przebiec i zebrać na spełnianie marzeń ciężko chorych dzieciaków zakładaną kwotę. Mamy też pomysł jak to nieco nagłośnić i zrobić coś, co nie będzie tylko (mam nadzieję) zbiorem nudnych wpisów.  Na razie wzięliśmy się ostro za treningi. Co prawda pojęcie "ostro" jest dosyć umowne w przypadku dwójki amatorów maratońskich, ale jak widać udaje się pobijać nawet życiowe rekordy...

29 lutego 2016 #Piaskiemwraka - 42,195......

Obraz
No cóż, jak by to powiedzieć... Znów namieszałem.  Na znanym i popularnym portalu społecznościowym pojawił się ostatnio post dotyczący PZU Maratonu Gdańskiego. Pomyślałem, że warto śledzić co się dzieje w świecie i coś chyba źle kliknąłem, bo zamiast polubić, zadeklarowałem udział. Prawie to samo, ale jak zwykle prawie robi różnicę. Na tyle, że znajomi zaczęli pisać i dzwonić z gratulacjami. Zanim się ogarnąłem, było za późno, bo przecież nie powiem teraz, że to pomyłka. Koniec, końców, w ten oto charakterystyczny dla siebie sposób, stałem się zawodnikiem z numerem 200... Nie byłoby może w tym nic nadzwyczajnego (i pewnie nie ma, bo przecież maratony biegają miliony osób), ale nigdy nie przebiegłem więcej niż 20 km, a dystansu maratońskiego nie wyobrażam sobie nawet w artykułach o bieganiu, a co dopiero we własnych nogach.  Jednak z takimi decyzjami jest jak z pierwszym dzieckiem - nigdy nie ma odpowiedniego momentu. Więc skoro głupota tak zdecydowała, to tr...